piątek, 26 września 2014

Ying-Yang


- Marcin, co ty robisz? Znowu myślisz o niebieskich migdałach? - Darek potrząsnął swoim kolegą z ławki.
- Nie, ale ona ma niebieskie oczy – odpowiedział chłopak, chwytając długopis. Spojrzał na tablicę i zaczął przepisywać do zeszytu rozwiązanie zadania. Jego szaroniebieskie oczy śledziły rzędy cyfr, ale za żadne skarby nie mógł zrozumieć, co z czego wynika. Zaczął drapać się po głowie. Jego blond włosy stawały się za długie, ale nie miał głowy, by udać się do fryzjera.
- Dareeek – powiedział Marcin uśmiechając się do kolegi. - Możesz mi wytłumaczyć o co w tym – wskazał na tablicę – chodzi?
Brunet potrząsnął głową i zaczął tłumaczyć blondynowi zadania z funkcji trygonometrycznych.
Gdy wychodzili z klasy wzrok Marcina zaczął obserwować wszystkich wokół. Do Darka podeszła jego dziewczyna, Milena i razem poszli pogadać w dwójkę. Chłopak westchnął, też by tak chciał, ale wszystkie jego związki to były niewypały. Z początku wydawało mu się, że to coś więcej, ale po kilku tygodniach zaczynało się psuć. Wszystko się rozpadało, a on znów był sam. Z resztą jak zawsze. Miał dusze samotnika, co odzwierciedlało się w jego otoczeniu. Znali go tylko Darek z Mileną oraz rodzina.
Zanurzony w swoje własne myśli, Marcin powędrował pod salę biologiczną. Liczył, że Kamila została chwilę w klasie i będzie mógł ją zobaczyć. No nie oszukujmy się, ta młoda dziewczyna interesowała go, bardzo go interesowała. Zawsze wesoła, otoczona kolegami, a do tego inteligentna. Kilka razy rozmawiali, ale zwykle był to tylko krótkie rozmowy, które mogą przeprowadzić dwoje nieznanych sobie osób. A on chciał, by byli dla siebie kimś więcej.
Ale wśród pragnień nie znalazł odwagi, by podejść i spytać się o numer telefonu.


Kamila sprawdziła godzinę na telefonie, 13:13. Uśmiechnęła się i szturchnęła Maćka. Ten spojrzał na nią swoimi brązowymi oczyma, a ona podsunęła mu pod nos telefon.
- No i co z tego? Nie wiesz, czy to on o tobie myśli – powiedział chłopak i wrócił do notowania wykładu nauczycielki. Ale kogo obchodziłyby Sonety krymskie, gdy w sercu rośnie nadzieja, że jednak uczucia są odwzajemnione?
- Ja wiem, że to on – powiedziała Kamila z uśmiechem na twarzy.
- Taa... A zagadać kiedy do niego zagadasz? - spytał z ironicznie podniesionymi brwiami.
- To zostawię jemu. Facet też coś musi robić – odpowiedziała. Spojrzała ponownie na godzinę. Jeszcze minuta i koniec lekcji.
- Jakoś Lena sama mnie wyrwała – powiedział chłopak, pisząc notatkę.
- Tylko ciebie można wyrywać jak buraki na polu. Jak wiesz, gdzie rosną, to jest to dziecinna zabawa – odpowiedziała Kamila zła. Maciek chciał jej jeszcze coś powiedzieć, ale uprzedził go dzwonek. - No to koniec lekcji. Lecę na autobus, pa – powiedziała i szybko się spakowała. Nie słuchała tego, co mówi jej przyjaciel, bo śpieszyła się, by zobaczyć jeszcze Marcina na przystanku. Sama nie wiedziała jak to się stało, że się w nim zauroczyła. Był wysoki i umięśniony, to fakt, ale poza tym jakiś wielkim przystojniakiem nie był. Ale inteligentnie patrzył i chyba to zwróciło jej uwagę. Tylko szkoda, że ona nie zwróciła uwagi jego.
Idąc przez miasto, słuchała muzyki i uśmiechała się promiennie. Dopiero na przystanku jej uśmiech zbladł. Marcin stał na przystanku i przytulał jakąś dziewczynę. Świat Kamili legł w gruzach. Jej marzenia, że będzie z blondynem i wszystkie plany.
A może lepiej umówić się Robertem? Sama siebie się zapytała.

Weronika śmiała się, gdy szła z Marcinem. Jej kuzyn był bardzo ciekawą osobą, jeżeli udało się go bliżej poznać. Komórka chłopaka się rozdzwoniła. Odblokował telefon i przeczytał otrzymanego sms-a. Nagle jego uśmiech zgasł. Dziewczyna spojrzała się na swojego brata ciotecznego.
- Co jest? - spytała. Ten tylko się odwrócił i pokręcił głową.
- Pamiętasz jak mówiłem co o Kamili? Tej dziewczynie, która mi się podoba?
- No pamiętam – odpowiedziała dziewczyna.
- A więc zgodziła się na randkę z Robertem. Jak mówiłem, ona mnie nawet nie zauważa – powiedział. Kuzynka spojrzała na niego uważnie i zadała jedno nurtujące ją pytanie.
- I co teraz zrobisz?
- Jak to co? Zapomnę – odpowiedział i zakończył rozmowę.

sobota, 20 września 2014

Czarna lista

,,Kochanie, pogadam z Lizką i już do Ciebie jadę. Kocham”

Artur pośpiesznie wysłał sms-a i spojrzał na drzwi do domu jego najlepszej przyjaciółki. Niedługo już byłej najlepszej przyjaciółki – pomyślał i nerwowo przycisnął dzwonek.


Dwa tygodnie wcześniej

- Jaki on jest słodki... I ma fajny uśmiech – Eliza usiadła obok Artura. Ten się tylko roześmiał. Jego przyjaciółka miała od kilku tygodni obsesje na punkcie jednego gościa, ale nie chciała mu powiedzieć kim on jest.
- Tak, tak, tak... A ty nawet z nim nie pogadasz – odpowiedział i złapał się za kieszeń spodni. Jego telefon zawibrował, czyli dostał nową wiadomość. Wyciągnął go i przeczytał sms-a, a na jego twarzy zagościł uśmiech. Lizka spojrzała na niego. Ciągle zastanawiało ją do kogo on tak ciągle piszę, ale jak to jej Archie, nigdy nie mówił, która dziewczyna mu się podoba, by nie zapeszyć.
- Dobrze wiesz czemu nie zagadam do niego... A teraz wybacz, lecę na matmę. Ty męcz się na tym swoim angielskim – Liza wstała i poczochrała blond włosy przyjaciela.
- Kto się męczy, ten się męczy – odpowiedział, a jego przyjaciółka już szła w stronę swojej klasy.

Eliza Murawska była niewysoką dziewczyną o krótkich blond włosach i niebieskich oczach. Ubrana zwykle w ciemne spódniczki i kolorowe koszulki była bardzo charakterystyczną osobą. Filigranowej sylwetce przeciwstawiony był dość duży czarny plecak w białe kwiaty. Przechodząc z jednego skrzydła szkoły do drugiego wypatrywała Wojtka. Tak jak ona chodził do klasy biotechnologicznej, ale był rok starszy i miał za kilka miesięcy zdawać maturę. Jako wysoki brunet o ciemnych oczach wyróżniał się spośród swoich kolegów klasy. Bo bądźmy szczerzy, jaki ścisłowiec jest przystojny? Wyjątkiem był Wojtek, a wyjątek tylko potwierdza regułę. Do tego jego ciągłe przesiadywanie z palmptopem bądź tabletem i słuchawkami na szyi dodawało mu tajemniczości. Szczególnie, że jako nieliczny z chłopaków z klas ścisłych, nie próbował podrywać Lizki. W końcu rzadko trafia się dość ładna dziewczyna, która rozumie matematykę lepiej niż połowa chłopaków. Akurat doszła do klasy, w której miała mieć zajęcia z matematyki, gdy grupka osób wybuchła śmiechem.
- Eliza, chodź do nas, Paweł ma super kawał – zawołała ją Izka, koleżanka z klasy. Blondynka podeszła do chłopaków, a wśród nich znalazł się Wojtek, który luzacko siedział na podłodze oparty o ścianę. Ubrany w ciemne dżinsy i szarą koszulę wyróżniał się wśród reszty chłopaków ubranych w różne koszulki bądź sweterki. I za to jej się podobał.
- A więc tak – powiedział Paweł. - Co mówi chemik, gdy ma przygotowany pewien argument? - popatrzył na wszystkich wokół i poruszył sugestywnie brwiami. - Mam arsen w rękawie! - wszyscy oprócz Lizy i Wojtka się roześmiali. Ten drugi ziewnął i mrugnął do dziewczyny.
- Liza, a znasz podrywa na chemika? - spytał, uśmiechając się.
- Ten o selenie, potasie i krzemie? - spytała siadając obok niego.
- Ten sam. Czyli znasz – chłopak zamilkł na krótką chwilę. - Hm... Nie wiem jakiego suchara możesz nie znać. Ilu fizyków potrzeba do wkręcenia żarówki? - spytał.
- Dwóch. Jeden trzyma żarówkę, drugi kręci wszechświatem – odpowiedziała, a Wojtek pokręcił głową. Nad ich głowami rozbrzmiał dzwonek.
- Dobra, ja spadam na chemię. Napiszę do ciebie na facebooku. Może będzie jakiś suchar, którego nie znasz. Pa.
Eliza obserwowała, jak chłopak zmierza do swojej klasy. Na jej twarzy widniał delikatny uśmiech, a serce biło jak oszalałe. Nie interesowało ja otoczenie i gdyby nie koledzy z klasy, to zupełnie zapomniałaby o lekcji matematyki. Wchodząc do klasy wysłała jeszcze krótką wiadomość do Artura. „Rozmawiałam z nim <3<3<3”

Artur siedział zamyślony przed klasą od matematyki. Myślał, że wczorajszy dzień był tylko złym snem. Chciał, by tak było, ale niestety... Ze słuchawek umieszczonych w jego uszach wydobywały się łagodne dźwięki piosenki Jasona Walkera „Echo”, które towarzyszyły mu w jego rozmyślaniach o Lizie i Wojtku. Telefon w kieszeni zawibrował. Blondyn wyciągnął swoją Xperię i odblokował. „Czekam na Ciebie w naszym miejscu. Musisz jej wszystko powiedzieć. Kocham.” Chłopak wstał i schował telefon do kieszeni. Zarzucił czarny plecak na ramię i skierował się w stronę wyjścia ze szkoły. Dzień wagarów nie zrobi mu nic złego.

Eliza siedziała na ławce przed szkołą i czekała na Artura. Wczoraj nie było go w szkole, a gdy do niego napisała, to odpowiedział, że dzisiaj wszystkiego się dowie.
- Cześć – rzucił ktoś stojący za nią. Dziewczyna gwałtownie się obróciła. Za sobą ujrzała Wojtka. Stał wsparty przedramionami o oparcie ławki i delikatnie uśmiechał się do Lizki. - Co tutaj robisz tak z rana i do tego sama? - spytał. - I nie pytaj czemu rymuję – dorzucił z uśmiechem.
- O hej. Czekam na Artura. Muszę z nim o czymś pogadać – odpowiedziała. - A ty co tak wcześnie robić w szkole? Z tego, co pamiętam lekcje zaczynasz za godzinę – gdy tylko to wypowiedziała nazwała siebie idiotką w myślach. I w ten oto sposób Wojtek dowie się, że nauczyła się jego planu zajęć na pamięć, by wiedzieć kiedy i gdzie może go zobaczyć.
- A wiesz, chciałem jeszcze kogoś przed zajęciami zobaczyć – powiedział i spojrzał przed siebie. - O patrz, Artur idzie. To ja zmykam. Na razie – Odepchnął się od oparcia i skierował się do wejścia szkoły. Chwilę później obok Elizy siedział jej przyjaciel. Lekko przygarbione ramiona i to, że uciekał wzrokiem od jej spojrzenia powiedziały Lizce, że coś go gnębi.
- Dobra, mów o co chodzi – powiedziała bez zbędnego wstępu.
- Już o nic - powiedział i spojrzał do góry. - Kończę z tym.
- Z czym? - spytała dziewczyna, nie wiedząc o co mu może chodzić.
- Z nami. Doszedłem do wniosku, że nasza przyjaźń nie ma sensu. Jesteśmy inni. W końcu i tak by to się skończyło, więc po co ciągnąć coś, co nie ma sensu? - powiedział i wstał z ławki. Bez żadnego słowa wszedł do szkoły. Wiedział, że musiał to zrobić. To nie skrzywdzi jej tak głęboko jak prawda. Bez pośpiechu skierował się do jednego bocznych korytarzy. Tam przy oknie wnękowym czekały na niego ramiona dające bezpieczeństwo.


- Idiota, imbecyl, głupek, egoista, niekochany przez matkę debil...
- Stop, stop Lizka – przerwała wywód dziewczynie jej koleżanka, Amelia. - Może najpierw zamówimy, a potem zaczniesz kogoś obrażać? Przydałoby się też poinformować mnie kim jest ten ktoś – powiedziała brunetka, otwierając drzwi KFC. Przepuściła koleżankę w progu i spytała: - To co zwykle dwa razy?
- Dla mnie jeszcze niech będzie karmelowy Krusher. Pójdę poszukać wolnego stolika – odpowiedziała Eliza. Skierowała się w stronę części ze stolikami. Większość z nich była zajęta przez takich jak one młodych ludzi, którzy spotkali się na wspólnych pogaduchach połączonych z opychaniem się niezdrowych fast-foodów. Pod oknem znalazła wolny czteroosobowy stolik i usiadła przy nim czekając na Amelię. Mela, bo tak zwracała się do niej Eliza chodziła do technikum informatycznego po drugiej stronie miasta. Przez to rzadko mogły się spotykać, chociaż nie mieszkały aż tak daleko od siebie. Jednak wykorzystywały każda nadarzającą się okazję i spotykały się na pogaduchach. Blondynka obejrzała się prze ramię, by zobaczyć jak daleko w kolejce po jedzenie. Tuż za Melą w kolejce stał Artur, z którym dziewczyna rozmawiała, śmiejąc się. Odebrała swoje zamówienie i wskazała stolik, przy którym siedziała Eliza. Ta szybko odwróciła głowę, by chłopak nie mógł zobaczyć, że patrzyła w jego stronę. Chwilę później Amelia już siedziała przed Lizką i postawiła przez nią jej Krushera i B-Smarta z Longerem.
- Spotkałam Artura przed kasą – powiedziała wesoło, próbując otworzyć ketchup. - Nie chciał z nami usiąść przy stoliku. Dziwne. Wcześniej oddałby wszystko, by posłuchać naszych najnowszych plotek. Co to za idioci robią te opakowania – powiedziała zła, ciskając torebkę z ketchupem na stół. - Nigdy nie mogę tego otworzyć. - Eliza westchnęła, chwyciła ketchup Meli i otworzyła jednym ruchem.
- Proszę – powiedziała i wręczyła go przyjaciółce. - A poza tym nie przyjaźnię już się z Arturem.
- Co?! - ketchup rozprysnął się po frytkach.
- To, co powiedziałam. Nie jesteśmy już przyjaciółmi, tak mi dzisiaj rano powiedział. Dlatego chciałam się z Tobą spotkać. Nie wiem o co mu chodzi – Liza spuściła głowę i zagryzła wargę.
- Dobra mała, opowiadaj jak było wszystko po kolei – powiedziała Amelia i chwyciła frytkę. Wysłuchała opowieści przyjaciółki i jak ta skończyła skwitowała to tylko jednym zdaniem. - No to Artur znajdzie się na mojej czarnej liście.

„Widziałem Elizę z jakąś dziewczyną w KFC. Wyglądała na smutną...”

„Wiem, spotkałem Melę przy kasie. Kurczę, czemu to musi być takie ciężkie?”

„Zawsze możesz wybrać ją... Ja nie będę Ci rozkazywał, byś został. Choć bardzo mi na Tobie zależy.”

„Zostawić Ciebie? Nigdy. Nie chcę Ciebie unieszczęśliwiać, nie chce siebie unieszczęśliwiać, a Lizka i tak nie będzie do końca szczęśliwa.”

„Może powiesz jej prawdę?”

„Nie... Zbyt to ją zrani. Tak będzie lepiej”

„Jesteś pewien?”
„Jak niczego innego na świecie. Oczywiście oprócz mojej miłości do Ciebie.
Ale skończmy ten temat, jak tam poszła próbna matura z matematyki?”



Mimo wszelkich złych wydarzeń, życie toczy się dalej. Czas pędzi, ludzie się zmieniają, przychodząc i odchodząc. A my nie możemy się zatrzymać chociaż na chwilę, bo zniknęlibyśmy z tego świata na zawsze. Eliza jednak chciała zniknąć. Ostatnie dwa tygodnie były najgorsze w całym jej życiu. Nie miała z kim porozmawiać o swoich problemach, nie miała komu powiedzieć „Cześć przystojniaku... Ale to było do tego obok ciebie”. Nawet tysiące znajomych nie zastąpią tego jednego najlepszego przyjaciela. Nic go nigdy nie zastąpi i nigdy nie wymaże się jego z własnego życia. Można siebie oszukiwać, że się nie tęskni. Można sobie wmawiać, że się go nie potrzebuje. Ale w końcu to powróci z dziesięciokrotną siłą.

- Kochanie, masz gościa – do pokoju zajrzała mama Elizy. Dziewczyna ściągnęła słuchawki z uszu i odwróciła się ciekawa, kogo zobaczy za drzwiami. Artur. Stał, uśmiechając się nerwowo. Ręce włożone w kieszenie i lekko przygarbiona postawa sprawiały, że wyglądał jak mały chłopczyk, który zrobił coś złego.
- Cześć... Możemy porozmawiać? - zapytał, gdy pani Murawska poszła do kuchni. - Chciałbym Ci to wszystko wyjaśnić.
- A co jest do wyjaśniania? Chyba tylko to, że to wszystko nie ma sensu. W ogóle po co tutaj przychodzić – w Elizę wstąpiła złość. Wstała, odkładając słuchawki na biurko. Podeszła do chłopaka, który górował nad nią wzrostem, ale przez swoją waleczność dziewczyna wydawała się kilka centymetrów wyższa. - Zostawiłeś mnie bez słowa. Tylko głupie wytłumaczenie, które można wyrzucić do śmieci i teraz przychodzisz i pytasz czy możemy porozmawiać? O czym chcesz rozmawiać? Bo na pewno nie o naszej przyjaźni, której nie było – odwróciła się do chłopaka i już chciała mu rozkazać wyjść z pokoju, gdy ten się odezwał.
- Jestem gejem. A Wojtek to mój chłopak.

Zmiany

Cóż... Po roku milczenia nastało BUM i wszystko zniknęło. Czy wróci? Może.

niedziela, 2 czerwca 2013

Jeżeli chcesz żyć wiecznie, to musisz wiedzieć, po co żyjesz.

Słowem wstępu:
Opowiadanie to zostało napisane w ramach konkursu a jednym z for internetowych.


Ostrzeżenie: 
To opowiadanie zawiera słowa niecenzuralne.
Zbieżność osób i nazwisk jest przypadkowa.
Wszystkie prawa do zdarzeń i postaci są własnością autora




"Jeżeli chcesz żyć wiecznie, to musisz wiedzieć, po co żyjesz." S. Meyer


Jakiś amerykański raper wśród potoków basów wylewał z siebie swoje żale. Mocna muzyka zagłuszała wszelkie myśli, które formowały się w mojej głowie, a rozszalały tłum niósł mnie swoją energią.

W czasie, gdy udało mi się uciec od roztańczonej masy, zawołał mnie mój ,,przyjaciel” i jednocześnie organizator imprezy, Tomek. Stał po drugiej stronie dużego holu wejściowego, w którym urządziliśmy parkiet. W dłoni trzymał dwie butelki piwa i uśmiechał się zachęcająco.

 – Igor! Chodź tutaj! – przecisnąłem się przez tłum, nie dając mu się ponieść. Kumpel otworzył piwa otwieraczem i wziął łyka ze swojego, podając mi drugie. Wypiłem trochę złocistego trunku i spojrzałem na przyjaciela.

– O co ci chodzi? Ty nigdy nie dajesz piwa bez powodu – powiedziałem bez ogródek. W naszej relacji lubiłem to, że żaden z nas sobie nie słodził. Bo żaden z nas nie był mizdrzącą się dziewczynką. Zaświadczam o tym. A przynajmniej w swoim przypadku, bo przyrodzenia Tomka na szczęście nie musiałem nigdy oglądać.

– Oj tam, oj tam. Mam coś dla ciebie brat – mówiąc te słowa Tomek pokazał swoje wszystkie ząbki, nawiasem mówiąc, dwa tygodnie temu były one wybielone, więc śnieżnobiałe. Gdy zobaczyłem ten błysk w jego brązowych oczach to wiedziałem, że szykuje się gruba sprawa. A potem nastała ciemność.

Ktoś położył swoje dłonie na moich zielonych oczach. Dokładnie była to Wera. Moja dziewczyna. Poznałem ją po chłodzie pierścionka, który nosiła na wskazującym palcu prawej ręki. Sam go jej podarowałem.

 – Kochanie, wiem, że to ty – powiedziałem, chwytając jedną ręką za dłonie Weroniki. Obróciłem ją, tak że staliśmy twarzami do siebie i pocałowałem. Uwielbiałem to robić, ale Tomek był obok i na pewno nie chodziło mu tylko o moją dziewczynę. Było coś jeszcze. Po chwili wysłałem Werkę, by powitała się ze swoimi koleżankami, a sam spojrzałem badawczo na kumpla i przeczesałem swoją brązową czuprynę z wszechwiedzącym uśmiechem na twarzy.

- Igor, przed tobą nic się nie ukryje, co nie? – spytał Tomek pod naporem tego spojrzenia.

- Nie i lepiej byś nic przede mną nie ukrywał. Co tam masz? – spytałem. Wiedziałem, że to nic z tego, co ma przy sobie grzeczny chłopiec. Chłopak wyciągnął z kieszeni foliowe opakowanie z jakimś suszem. Maryśka.

- Zgaduj – powiedział zaczepnie. Ton jego głosu sprawił, że nie byłem pewien co do zawartości tego opakowania. Wtedy wpadłem na pomysł.

- Nie mów, że to squny robione przez Wacika – twarz chłopaka utwierdzał mnie w tym co mówiłem. – Człowieku, jak ty je zdobyłeś? Wacik daje je tylko stałym klientom.

- No cóż…Tego nie mogę Ci powiedzieć – powiedział mój kumpel z tajemniczym uśmiechem na twarzy - A teraz chodź. Weronika też będzie chciała zapalić, a dziewczynom się nie odmawia, bo one mogą odmówić tobie – tymi słowami skończył temat pochodzenia suszu.



Pierdolony poniedziałek… Nie, nie poniedziałek. Mamy wtorek. Chyba. Pierdolony dzień dzisiejszy. Miałem ogromnego kaca po wczorajszej imprezie. W ogóle co za idiota wymyślił, by robić imprezy w środę… Hmm… Środę? No to dzisiaj mamy pierdolony czwartek. Dzień szkoły. Jedna zagadka rozwiązana. Ale teraz niech przestanie jeździć pociąg w mojej głowie.

Zwlokłem się z łóżka i z szafki nocnej wyciągnąłem buteleczkę z tabletkami przeciwbólowymi. Połknąłem dwie, odrzucając puste już opakowanie, gdzieś na podłogę. Potem przyssałem się do butelki z wodą mineralną. Zapowiada się długi dzień – pomyślałem, wchodząc do łazienki.

Szkolny dzwonek zadzwonił akurat w momencie, gdy wysiadałem ze swojej czarnej mazdy. Wyciągnąłem swojego smartfona i sprawdziłem plan lekcji. Dzięki Bogu miałem pierwszy WoS. Nic się nie stanie, jak nie przyjdę na tę lekcję. Mogłem pospać godzinkę dłużej. Wrzuciłem telefon do kieszeni czarnych, garniturowych spodni i poluzowałem krawat. Nienawidziłem tego mundurka z całego serca. Czarne lakierki, spodnie, biała koszula, czerwono-granatowy krawat i do wyboru: bordowa marynarka, bądź granatowa lub wełniana kamizelka w tych samych kolorach. Czy muszę wspominać, że tylko spodnie i buty nie miały na sobie okropnego logo szkoły? Wrzuciłem swoją marynarkę do samochodu i zadowolony pozbyciem się tego czerwonawego ustrojstwa, poszedłem na kawę. W końcu trzeba jakoś radzić sobie z kacem.

Pół godziny później ponownie stałem przed budynkiem mojej szkoły. Wizyta w pobliskiej kawiarni dobrze mi zrobiła i prawie już nie czułem skutków wczorajszej imprezy. Myślę, że tabletki też w tym pomogły.



Wchodząc drzwiami mojego jakże elitarnego liceum odczułem ochłodę. Mimo upału na zewnątrz, w budynku utrzymywał się przyjemny chłód. Kocham klimatyzację. Pod klasą, w której miałem kolejną lekcje, zobaczyłem swojego kumpla z klasy. Wiktor siedział rozwalony pod ścianą i pisał coś w swoim laptopie. Jego długie, spięte w kucyk, blond włosy doprowadzały nie jedną nauczycielkę w stan przedzawałowy. Ale dziewczyny na niego leciały. Szczególnie jak spojrzy na którąś swoimi przeraźliwie niebieskimi oczami nad oprawkami swoich okularów. Granatowa marynarka leżała obok niego, a na niej jego czarny plecak z naszywkami krajów, które odwiedził. Czy muszę wspominać, że jego plecak był dość gęsto obszyty małymi flagami, bądź nazwami krajów, które odwiedził? Plusy bycia synem znanego podróżnika.

- Wiktor! Co tam u ciebie? – spytałem siadając obok kolegi. Chłopak spojrzał na mnie i uśmiechnął się lekko. Potem odwrócił się do swojego laptopa i powiedział, nie przestawiając pisać na klawiaturze.

- Siema. Luzik. Na plecaku mam nową naszywkę – powiedział i wskazał głową w stronę, gdzie leżała jego szkolna torba. - Weekend w Monte Carlo. I kilka godzin spędzonych z ojcem, co było bardziej niezwykłe niż sama wycieczka. Ale sam wiesz jak jest – spojrzał na mnie z ze smutnym uśmiechem. Niestety rozumiałem go doskonale. Mój ojciec, bogaty przedsiębiorca i współwłaściciel kilku firm, które przynoszą mu niebotyczne zyski oraz zabierają mnóstwo czasu. To był powód, przez który rozumiałem się świetnie z Wiktorem.

- Wiem, wiem.

- A u ciebie jak życie leci? – spytał mój kumpel, zamykając laptopa. Schował go do specjalnej torby i spojrzał na mnie. – To jak, powiesz? – chyba musiał coś zobaczyć w mojej minie, bo spytał: - Aż tak źle? Wera?

- Taa… - powiedziałem smętnie. – od tej imprezy u Tomka, przed miesiącem jest dziwna, odmieniona – pokręciłem głową nie wiedząc co powiedzieć. – Kocham ją, ale nie wiem już co zrobić. Odrzuca mnie jakbym, był śmieciem.

- A co się stało na tej imprezie? Każdy wie, że wyszedłeś wściekły jak osa z niej, ale nikt nie zna powodu – powiedział mój kolega. - Nawet mi nie powiedziałeś – dodał po chwili milczenia.

- Zdradziła mnie – powiedziałem bez życia. – Zdradziła mnie, mimo że mnie kocha i chce spędzić ze mną resztę życia – mój głos był spokojny. – Wiesz, co ją zachęciło, by się puścić? – spytałem patrząc na Wiktora. Ten milczał, a ja rzuciłem tylko. – Dragi.

- Żartujesz – stwierdził mój kolega. Jego twarz pokazywała jaki jest zaskoczony.

- Nie wiesz jak się mylisz. Nie mów o tym nikomu, bo tylko tobie o tym powiedziałem, więc będę wiedział od kogo wypłynęło - wstałem zgrabnie, bo zaraz miała zacząć się przerwa. – A i Wera zdradziła mnie z Wacikiem. By dostać jego podrasowane squny za darmo. Słodko, czyż nie?



Kolejna impreza, kolejne litry alkoholu wlane w mój organizm. Nie miałem nawet ochoty szukać Weroniki. Nie miałem sił, by o niej myśleć. Teraz dla niej liczyła się tylko kolejna działka. Bez żadnego zawahania przeszła z miękkich na twarde narkotyki. Biały proszek stał się sensem jej życia, a ja… Zostałem zepchnięty na drugi plan. W końcu obiecałem, sobie kiedyś, że nigdy nie tknę innych dragów, niż maryśka i trzymałem się tego.

Piwo w jednej ręce, telefon w drugiej i ciągłe rozmyślanie, czy warto odpowiedzieć na sms-a Wery. ,,Jestem u Mamuta, chcesz to wpadnij, będzie fajnie. Kocham ;*”. W końcu w pojedynku rozumu i serca to drugie wygrało. Napisałem, że zaraz będę. Wziąłem kluczyki i pojechałem w stronę domu Mamuta. Mamutem był jeden z naszych szkolnych dilerów. Proponował tylko dobry i mocny towar i w głębi duszy bałem się. Strach o stan Weroniki powodował, że łamałem wszelkie przepisy ruchu drogowego, ale który z policjantów czekają na piratów drogowych po północy, gdzieś na bocznych drogach?


Melina Mamuta była małym, parterowym budynkiem na przedmieściach. Wynajmował ją za pieniądze, które zarobił na sprzedaży dragów. Mimo tych wydatków, zarabiał na narkotyków sporo pieniędzy. Nawet w samochodzie, przy zamkniętych szybach, słyszałem głośną muzykę wydobywającą się z wnętrza budynku. Wysiadłem i od razy wdepnąłem w wielką kałużę. Pięknie. Nie przejmując się mokrymi butami i nogawkami dżinsów, skierowałem się do budynku. Dziwiłem się, że nikogo nie odrzucały te idiotyczne piosenki disco polo, które sączyły się ze ścian domu. Nie kłopotałem się pukaniem. Wszedłem do razu do budynku.

Była to prawdziwa melina. Gdy tylko znalazłem się w środku, uderzył we mnie zapach, a raczej odór, przepoconych ciał i palonej trawki. Korytarz prowadzący do wszystkich pokoi był ciemny i zadymiony. Wszędzie walały się puszki po piwie, paczki po papierosach, a nawet zużyte prezerwatywy. Otworzyłem pierwsze drzwi po prawej i od razy je zamknąłem. Pewna para okazywała sobie swoją miłość na kuchennym stole. Nawet chwila, przez którą tam patrzyłem dała mi pewność, że nie ma tam Werki. Przeglądałem kolejne pomieszczenia. Kolejne drzwi po prawej okazały się zamknięte. Trzecie z kolei były jednak lekko uchylone. Pchnąłem je delikatnie, by w razie konieczności, nie widzieć miłosnego uścisku par na haju. Na szczęście nic takiego mnie nie spotkało. Za to zobaczyłem Weronikę, która uśmiechała się do torebki amfą. Nikogo oprócz niej, siedzącej na podłodze, przy szklonym stole, który był jedynym meblem w tym intensywnie błękitnym pokoju. Kiedyś był błękitny, teraz ściany pokrywała warstwa kurzu mnóstwo plam, a w kilku miejscach nawet smugi spowodowane płomieniami. Podłoga była pokryta dość grubą warstwą ubrań nie wiadomego pochodzenia i innymi śmieciami.

- Nie pierdol, że to weźmiesz – powiedziałem odruchowo. Dziewczyna spojrzała się na mnie i uśmiechnęła się szeroko.

- Misiek! Już myślałam, że nie przyjedziesz – powiedziała, wstając. Była chorobliwie chuda. Kiedyś była szczupła, a teraz... Seksowna niegdyś sukienka, wisiała na niej jak na wieszaku, a jej zwykle perfekcyjnie ułożone włosy były rozpuszczone. Skołtunione okalały jej twarz. – Mam coś dla nas – wskazała na torebkę.

- Nie dzięki – powiedziałem przez zęby. – Pójdziesz ze mną.

- Nie będziesz mi rozkazywał – powiedziała moja dziewczyna wysypując amfę na stolik. – Kim ty jesteś, by to robić?

- Twoim chłopakiem do cholery! – krzyknąłem podchodząc do niej.

- Już nie. Nie chcę takiego sztywniaka za chłopaka – oniemiało mnie. Weronika wyciągnęła z kieszeni banknoty dziesięciozłotowy i zaczęła wciągać biały proszek. Gdy wszystko znalazło się w jej organizmie, wstała i zachwiała się lekko. Wróciłem do rzeczywistości

- Co ci to, kurwa, daje? – spytałem, a Wera spojrzała na mnie lekko nieobecnym wzrokiem.

- Nic. I to jest w tym piękne. Jeżeli chcesz żyć wiecznie, to musisz wiedzieć, po co żyjesz. A ja nie mam po co żyć – powiedziała i straciła przytomność. Od razu rzuciłem się do niej.

- Wera! – nie słyszała mnie, bo była nieprzytomna. Za to do pokoju wpadł Mamut.

- Cholera – powiedział tylko i obrzucił pokój spojrzeniem, a potem spojrzał na mnie. – Igor, lepiej się stad wynoś. Twoja niunia wzięła naraz podwójną dawkę, a jej i tak naszprycowany organizm… Kurwa. Igor, twa lova wykitowała. Za dużo wzięła i kaput. Spadaj stąd. Ja się nią zajmę – słowa Mamuta docierały do mnie jak zza mgły.



Muzyka grała, Mamut mówił, a ja znalazłem się w bańce, w której liczyła się Werka, która… Nie oddychała. Po mojej twarzy popłynęła pojedyncza łza. Dwóch chłopaków odciągnęło mnie od ciała mojej dziewczyny. Kolejnych dwóch zabrało ją, a ja wciąż byłem otępiały. Gdy to minęło, wyrwałem się z objęć trzymających mnie. Wybiegłem z domu i wsiadłem do swojej mazdy.



Pojechałem do najbliższego sklepu monopolowego i kupiłem butelkę wódki. Po dziesięciu minutach byłem już na moście, który wznosił się nad Wisłą. Rzeka płynęła ospale, ale i tak była mordercza. Nie robiąc sobie nic z bezpieczeństwa, przełożyłem nogi przez barierkę i zacząłem pić.

Weronika nie żyję. Umarła. Zostawiła mnie. Jedyna osoba, która mnie kochała… Nie. Ona mnie nie kochała. Jest jeszcze gorzej. Nigdy nikt mnie nie kochał. Byłem dla nich tylko kimś na kim mogą polegać w problemach. Osobą, która zaprowadzi ich wysoko. Da kasę i nie będzie żądał zwrotu. Byłem naiwnym chłopcem, który pragnąc miłości, został zamknięty w pułapce. Oszukany,

Wódka sprawiła, że zacząłem się lekko chwiać. Prawie spadłem. Ej… Przecież to świetny sposób. W końcu sobie skoczę z mostu i pójdę tam, gdzie idą dusze. Nie obchodziło mnie, gdzie to będzie. Interesowała mnie tyko Wera. Może ona też tam będzie. W chwili, gdy chciałem już skakać, postanowiłem wrócić do samochodu i napisać kilka słów pożegnania do moich rodziców. Może w taki sposób zobaczą swoje błędy w moim wychowaniu? Chwiejąc się niemiłosiernie, skierowałem się do swojego samochodu. Na tylnym siedzeniu leżał mój smartfon. Hmm… Lepsze to niż nic. Otworzyłem program tekstowy i zacząłem pisać.



Po pół godzinie miałem już gotowy list do rodziców. Zostawiłem telefon w samochodzie, zamknąłem auto na klucz i podszedłem do barierki. Stanąłem na niej, trzymając się pionowej belki, która łączyła barierkę z główną konstrukcją mostu. Spojrzałem w niebo. Miasto ze swoimi zanieczyszczeniami ukrywało gwiazdy. Tuż przed skokiem do głowy wpadła mi jedna myśl. Weronika miała rację. Życie nie ma sensu, jak nie ma się powodu, by żyć. To on był najważniejszy w naszej egzystencji. Bez niego nie można było niczego zrobić. A ona była tego świadoma, tak samo, jak ja teraz. Gdy chciałem skoczyć z mostu, coś mnie pociągnęło z barierki.

Leżałem na nawierzchni, a nade mną pochylała się postać drobnej szatynki. Dziewczyna miała na sobie rażąco żółte okulary typu nerdy, a jej niebieskie oczy oceniały każdy mój ruch.

- Jesteś skończonym idiotą, wiesz – powiedziała dziewczyna lekkim, melodyjnym głosem. – Po pijaku stawać na barierce… - pokręciła głową z zrezygnowaniem. – Nie wiem, czy śmiać się z twojej głupoty, czy płakać przez nią.

- Mmooże jestem pi-jany, a-a-ale ja-ja mmuszę, ci p-p-powiedzieć, że j-, że ja chciałem rz-rz-rz-rzuci-cić z tego mmostu – powiedziałem, bełkocząc lekko. Dziewczyna spojrzała na mnie i westchnęłam.

- No to muszę cię zabrać do domu.



Kolejny raz obudziłem się na kacu. I kolejny raz wisiała nade mną ta sama dziewczyna.

- No. W końcu śpiąca królewna się obudziła – powiedziała. Straciłem ją z pola widzenia. Nad sobą miałem sufit pokryty boazerią. Podciągnąłem się i rozejrzałem po pokoju, w którym byłem. Leżałem na małej, rozkładanej kanapie, obok stał czarny stolik nocny, a kawałek dalej były rozsuwane drzwi. Wszystkie ściany były pokryte drewnem, a podłoga ciepłym, brązowym dywanem. Po prawej stronie, pod oknem stało różnokolorowe biurko z komputerem. Całe było zawalone jakimiś papierkami i książkami. Na równoległej ścianie stały dwie jasnobrązowe szafy. Ściana po mojej lewej, była miejscem zbierania pamiątek. Jakieś zdjęcia i kartki powtykane za listwy łączące panele boazerii. Na podłodze leżał równy rządek butów. Były to głównie trampki.

- Gdzie ja jestem – wychrypiałem cicho. Głowa pękała mi, a usta były suche jak wiór. Moja wybawicielka domyśliła się, co mi dolega i postawiła obok mnie szklankę wody i tabletki przeciwbólowe. Spojrzałem na nią z wdzięcznością i szybko połknąłem leki, popijając je zawartością szklanki. – Odpowiesz na moje pytanie? – spytałem, po chwili, gdy ból zelżał.

- Tak, oczywiście. Jesteś u mnie w mieszkaniu. A tak w ogóle Bogna jestem, ale mów mi Boo – dziewczyna podała mi swoją dłoń, a ja uścisnąłem ją lekko.

- Igor. Dzięki za wszystko – powiedziałem z lekkim uśmiechem. Raz się nie udało, wymyślę inny sposób dołączenia do Weroniki. Nikt nie ma tyle szczęścia, by dwa razy być cudem ocalonym. Choć w moim przypadku można raczej mówić o pechu.

- Masz za co dziękować, masz – powiedziała nieobecnym tonem, a jej oczy wpatrywały się w dal, ale wróciła do rzeczywistości i spojrzała na mnie przeszywającym wzrokiem. – Czemu chciałeś rzucić się z mostu? – i nie wiedzieć czemu, mój język się rozwinął, a słowa popłynęły strumieniem, podobnie jak łzy z moich oczu. Opowiedziałem Boo o wszystkim. O braku matki, wiecznie zapracowanym ojcu, denerwującej macosze, dziewczynie, która, jak myślałem, jako jedyna mnie kochała i jak nie chciała żyć dla mnie. Nie wiem czemu, ale czułem, że muszę powiedzieć Bognie cała prawdę i nie mogę niczego zatracić. I tak to zrobiłem.

- …i wtedy po prostu spojrzała na mnie i powiedziała: jeśli chcesz żyć wiecznie, to musisz wiedzieć, po co żyjesz. I wiesz co? Ona mówiła prawdę. Mówiła cholerną prawdę! – wstałem z wściekłością. Nie była ona skierowana do towarzyszącej mi dziewczyny. Ta wściekłość była przeznaczona dla Weroniki. Kochałem ją jak wariat, a ona wzięła moje serce, podarła je na drobne kawałki, a potem rzuciła mi nim w twarz. Miałem tylko jeden cel. Zabić się, by nie pamiętać o tym upokorzeniu i bólu w sercu. – Czemu nic nie mówisz? – spytałem Boo, która siedziała zamyślona.

- Tak sobie myślę – powiedziała. Zirytował mnie jej spokój.

- I co sobie wymyśliłaś? – spytałem z wyczuwalną irytacją w głosie. Bogna podniosła głowę i spojrzała w moje oczy, lekko się uśmiechając.

- Ta twoja Weronika miała rację, wiesz? Nie ma sensu żyć, bez celu, to prawda, ale zapomniała o pewnym drobnym szczególe - powiedziała cicho.

- Jakim? – byłem zainteresowany tym, co chciała mi powiedzieć ta dziewczyna.

- Żeby poznać sens życia, trzeba żyć. Nie ma innego sposobu – zadziwiła mnie, ale wciąż miałem wątpliwości.

- Ale po co poznawać, jak życie jest tak okrutne? Pokaż mi choć jednego w pełni szczęśliwego człowieka na świecie – powiedziałem zdecydowanie. – jak widzę masz z tym problem – dodałem, gdy milczała. Chciałem już wstać i wyjść z jej mieszkania, gdy usłyszałem, jak Boo mówi cicho.

- Każdy z nas jest w pełni szczęśliwy. Tylko jednocześnie się unieszczęśliwiamy, by inni się nad nami litowali – te słowa przeszyły mój umysł i głęboko w nim zapadły. Jednak nie zostałem w mieszkaniu, wyszedłem przed drzwi, zapisując sobie numer drzwi. Przed kamienicą dopisałem numer i ulicę. Byłem pewien, że jeszcze kiedyś tutaj wrócę.



Poszedłem do najbliższego parku. Usiadłem na ławce i analizowałem słowa Boo. Dziewczyna była tak mądra, a przecież nie mogła być dużo starsza ode mnie. Może była w moim wieku, w końcu widziałem w pokoju kilka podręczników z klasy maturalnej. Ale czemu taka młoda dziewczyna mieszka sama? Nie myśląc za wiele wstałem z ławki i postanowiłem wrócić do Bogny. Gdy wróciłem pod kamienicę dziewczyny dopadły mnie wątpliwości. Jednak wszedłem do środka i wspiąłem się na drugie piętro. Gdy stałem przed drzwiami jej mieszkania coś mi się nie zgadzało. Poprzednim razem na drzwiach nie było żadnej plakiety, prócz numeru 5, a teraz pod nim wisiała wizytówka. G.& T. Hertz. Wyszedłem z kamienicy i sprawdziłem numer. Zgadzał się. Postanowiłem zapukać do drzwi. Być może po prostu nie zauważyłem tej plakietki wcześniej. Otworzyła mi starsza pani.

- Dzień dobry, jest Bogna? – spytałem.

- Tu żadna Bogna nie mieszka – odpowiedziała spokojnie staruszka. – Jak ma na nazwisko? Może mieszka tutaj w kamienicy.

- Dziękuję za pomoc, ale nie trzeba,. Chyba ktoś mi zrobił żart, z tym złym adresem – odpowiedziałem szybko. – Dziękuję i do widzenia.

- Do widzenia



Nie mają chęci na szukanie dziewczyny, skierowałem się w stronę mostu, na którym zostawiłem samochód. O dziwo, nie znalazłem go tam, gdzie go zostawiłem. Moja czarna mazda stała elegancko zaparkowana na parkingu niedaleko mostu. Ze zdziwieniem wsiadłem do samochodu. Na siedzeniu pasażera leżał list. Na kopercie napisano ładnym pismem moje imię. Rozerwałem kopertę i przeczytałem kilka zdań nakreślonych tym samym charakterem pisma co na kopercie.



,,Wiem, że interesuję cię, gdzie teraz jestem. Nie szukaj mnie. I tak nie znajdziesz. Zamiast tego poszukaj sensu w życiu. I pamiętaj, że szczęście jest w tobie. W końcu każdy z nas jest w pełni szczęśliwy. Tylko jednocześnie się unieszczęśliwiamy, by inni się nad nami litowali. Nie zapomnij o tym, a nie zapomnisz i o mnie.

Boo



Nie szukałem Boo. Za to znalazłem szczęście. Teraz, kilka lat po tych wydarzeniach wiem to doskonale. Mój anioł stróż jest drobną szatynką w żółtych nerdach. A kto chce żyć wiecznie, musi znaleźć sens tego życia.

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Słoneczko

Prolog

Opowiem Wam historię. Nie jest ona kolejnym banalnym opowiadaniem o ckliwej miłości i jej skutkach. Nie znajdziesz na następnych stronach rozpaczy z powodu, że On spojrzał na inną. To nie tak, że jest to głupie. O dziwo są osoby, które chciałaby mieć takie problemy, bo same mają gorsze. Świat jest okrutnym miejscem, każdy o tym wie, ale mało kto chce to zmienić, a sama chęć może wiele pomóc. Sama próba poprawienia losu innych może dać nam wiele. Ale nie przedłużajmy, a przejmy do właściwej historii.



1

- Czemu ciągle pada deszcz? Ja chcę słońce!

- Dam Ci kartkę i żółtą kredkę, sam je sobie narysujesz.

- No chyba nie.

- To ja to zrobię. Narysuję żółte słoneczko i dam Tobie byś zawsze miał je ze sobą.

- Wtedy powiem Ci, że powinnaś udać się do psychiatry.

- A czy osoby szczęśliwe są chore psychiczne?

- One nie, ale Ty i to Twoje słoneczko tak.



TwojeSloneczko, dziękujemy za założenie konta w serwisie mów-mów.





- Nie rozumiem Cię. Masz własne problemy i jeszcze chcesz pomagać innym. W dodatku ta nazwa... TwojeSloneczko... Tandetnie brzmi - Ewa spojrzała na Maćka i zobaczyła w jego oczach kpinę. Żałowała, że pokazała mu swój sposób na poradzenie sobie z chorobą. Żałowała, że w ogóle mu o niej powiedziała. Gdyby go nie kochała to już dawno, by go rzuciła, a tak znosiła jego humory, bo tak naprawdę większość chwil z nim była dla niej szczęśliwe.

- A jaką inną nazwę miałabym dać? - spytała, jednocześnie ustawiając jako awatar słoneczko, które narysowała i zeskanowała.

- Nie wiem. W ogóle nie powinnaś zakładać tego konta. Nic ci to nie pomoże - jego jasne oczy wpatrywały się nie w nią, a na jakiś punkt ponad moją głową. - A poza tym...

- Poza tym co? - spytała. Zamknęła swojego laptopa i zwróciła się całym ciałem w kierunku swojego chłopaka.

- Ewa to nie ma sensu, to między nami... Tak będzie lepiej dla nas obojga - powiedział, ale nawet nie spojrzał na dziewczynę.

- Czy ty zrywasz ze mną?

- Inaczej tego nie mogę nazwać. Po prostu... Ja tak nie mogę. Jaką ja mam pewność, że wyzdrowiejesz? Żadną... Niestety żadną - powiedział i wstał z ich ławki. To na tej ławce siedzieli, gdy rozpoczynali ich związek i to tutaj się on skończył. Ten uroczy, niewielki park nagle wydał się brzydki. Nie rozumiała, przecież było nam ze sobą dobrze. W końcu byli razem przez ponad pół roku... Ale jak widać, nie zawsze musi być dobrze, nawet gdy wydaje nam się inaczej. - Pa Ewcia - powiedział i odszedł. A dziewczyna jeszcze przez chwilę siedziała bez ruchu. Potem odłączyła modem od laptopa i schowała wszystko do torby. Nie płakała. Nie przy innych ludziach...



2



- Zachowujesz się Matka Teresa z Kalkuty

- A to dobrze czy źle?

- Źle, bo ludzie wykorzystają twoje dobre serce.



TwojeSloneczko: Hej Kaśka:) Co tam u Ciebie słychać?

Moherowa_Chustka: Hej

A wiesz, że dobrze? Czuję się już lepiej, ale wiadomo, nie jest kolorowo. :)

TwojeSloneczko: Oj tam. Uda się wszystko i będzie dobrze:))

Kiedy masz kolejna sesję?

Moherowa_Chustka: W przyszłym tygodniu.

Boję się jej. Pamiętam ostatnią i to jak się źle czułam... Gdyby nie Ty Słoneczko, to bym na tę kolejną się nie zgodziła. Dziękuję:*

TwojeSloneczko: Bez przesady:)) Wiem co czujesz.

Przecież nie tylko Ty bierzesz chemię;)

Moherowa_Chustka: Jest dawca?

TwojeSloneczko: Niestety nie...

Moherowa_Chustka: Trzymaj się mała. Niedługo na pewno się znajdzie.

TwojeSloneczko: Wiem o tym:)) Bo kto ma w sobie tyle wiary, co ja? Chyba nikt

Moherowa_Chustka: Zapomniałaś o skromności:)

TwojeSloneczko: Nie, skromności we mnie nie ma;p A przynajmniej ja jej nie widziałam, chyba będę musiała kupić sobie okulary.

Moherowa_Chustka: No ja tez jej u Ciebie nie zauważyłam, a okulary noszę. Słoneczko, Ty po prostu nie jesteś skromna, znasz swoją wartość. Też bym tak chciała...

TwojeSloneczko: Boże... Kaśka nie zaczynaj!

Ile razy mam mówić, że jesteś wspaniałą osobą?

Moherowa_Chustka: Tanie gadanie...

TwojeSloneczko: Nie tanie gadanie, a szczera prawda. Wiesz, nie lubię kłamać, ale jeszcze bardziej nie lubię jak tak mówisz o sobie. Jakbyś była gorsza od innych. No nie moge tak z Tobą rozmawiać.

Moherowa_Chustka: Przepraszam...

Znowu.

TwojeSloneczko: Od przeprosin wolałabym gdybyś uwierzyła, że naprawdę jesteś wspaniała dziewczyną.

A to czy masz włosy, czy nie, nie robi żadnej róznicy.

A przynajmnije nie dla mnie.

Moherowa_Chustka: Ale dla chłopaków tak.

TwojeSloneczko: Facet to świnia... Lalalala

Opowiadałam Ci przecież o moim byłym, gdy tylko się dowiedział, że mam białaczkę.

Nie ma co, stanął na wysokości zadania i pokazał, że mnie kocha -.-

Moherowa_Chustka: Tego kwiatu jest pół światu:)

TwojeSloneczko: A ideał jest tylko jeden i znajdź go wśród tych chwastów.

Moherowa_Chustka: Ty na pewno sobie poradzisz. Taka mądra, zaradna, wesoła dziewczyna i nie miałaby sobie kogoś znaleźć?

Dziwne by to było.

TwojeSloneczko: Oj tam, Kaśka przesadzasz:p Poza tym pamiętaj, że kobiety są piękne i irytujące, a że ja nie jestem piękna, to irytuję podwójnie;D

Moherowa_Chustka: Chyba w ogóle nie irytujesz, bo jesteś taka ładna.

TwojeSloneczko: Ale Ty mnie nigdy nie widziałaś:))

Moherowa_Chustka: Ale czuję to, ja zawsze mam dobre przeczucia.

TwojeSloneczko: No przesady bez, ja tam uważam, że wystarczy worek na głowę i jestem znośna.

A i knebel w usta, jak się rozgadam:))

Moherowa_Chustka: Gadasz głupoty.

TwojeSloneczko: Nie, mówię to, co myślę:))

Moherowa_Chustka: Źle myślisz!

TwojeSloneczko: No mój problem:)

Moherowa_Chustka: Osioł!

TwojeSloneczko: A jeszcze przed chwilą byłam słoneczkiem, a teraz osioł... Potrafię się transformować!

Moherowa_Chustka: Hahahahahahaha

TwojeSloneczko: No co?

Stwierdzam tylko fakt oczywisty:))

Moherowa_Chustka: No widzę, widzę:))

Słońce, ja muszę kończyć. Napiszę jutro.

Pa:*

TwojeSloneczko: Już uciekasz:(

Moherowa_Chustka: No już, już, Przepraszam, ale muszę...

TwojeSloneczko: No jak musisz to musisz:))

Ja muszę pomarudzić i dlatego marudzę:)

Trzymaj się Kaśka, ale tak mocno, byś nie wypadła na zakręcie;)

Pa:**

Moherowa_Chustka: Trzymam się... Dzięki Tobie...







3



- A teraz chodź, pomaluj mój świat na żółto i na niebiesko...

- A co jeśli mam tylko czarną kredkę?

- To narysuj siebie. Twoje oczy będą dla mnie błękitem nieba, a uśmiech - promieniem słońca.



Już cię nie kocham, kocham, kocham - krzyknęła Ewa tańcząc wraz z przyjaciółką do piosenki Lilu. Pierwszy raz od kilku dni było jak dawniej. Uśmiechała się i zachowywała się jak przed zerwaniem z Maćkiem. Mimo wszystko uświadomiła sobie, że nie był on jej warty. Niby taki wspaniały, a tak naprawdę udawał kogoś innego tylko po to by się przypodobać Ewie i jej przyjaciołom. Była głupia i zakochana. No nadal była zakochana, ale przynajmniej przejrzała na oczy.





- ,,Chciałbyś być tym jednym z tych, którym zawsze się udaje, dlatego jesteś jednym z tych, który zawsze udaje, to życie to co chcemy nie każdemu daje, a trzeba pchać je dalej" - muzyka sączyła się z głośników w pokoju Wojtka. Najlepszy przyjaciel Tomka nie wiedział, co ma myśleć o swoim kompanie. Konicer nigdy nie zachowywał się, tak jak teraz. Nie wiedział co jest tego powodem. -"Jestem wolny, więc mówię to, co chcę. Jestem mądry, więc mówię to, co chcę. Jestem silny, więc żyję tak, jak chcę." - Madziak nie wiedział, co myśleć. W końcu wstał, wyłączył muzykę i wyszedł z pokoju, zarzucając na siebie bluzę. Musi pójść do swojego przyjaciela i wyjaśnić znaczenie tej lakonicznej wiadomości, którą od niego dostał.



4

- Czym jest ból?

- Uczuciem, do którego idzie się przyzwyczaić. Znam gorsze.

- Jakie?

- Najgorsze jest spotkanie bliskiej osoby.

- Czemu?

- Bo wtedy zaczynamy się bać bólu.



Całkowicie wykończony Tomek dobiegł do swojego domu. Nikogo oczywiście nie było w środku, gdyż oboje z rodziców miało w tym czasie dyżur w szpitalu. Nie mogli nic na to poradzić. Kochali swoją pracę, a ich syn chciał pójść w ich ślady, więc sam też spędzał dużo czasu w placówce swoich rodziców. Teraz, w wakacje był nawet wolontariuszem. Właśnie to sprawiło, że zamiast zwyczajowego uśmiechu na twarzy miał grymas bólu, a wesołe niebieskie oczy stały się poważne. To przez pewną rzecz starał si zmęczyć swój organizm do tego stopnia, by nie myśleć o niczym. Nie myśleć o niej... Jego wymarzonej dziewczynie, która była chora... A on przez głupi przypadek dowiedział się o jej tajemnicy. Czy to akurat jej teczka musiała wypaść z stosu innych, które niósł a onkologię? Czy musiała się ona akurat otworzyć na stronie, gdzie była dokładna diagnoza. Leukemia czyli białaczka...

Gdy wychodził spod prysznica ktoś gwałtownie zadzwonił do drzwi domu. Brunet szybko się ubrał w koszulkę i spodenki, a swoje mokre włosy spiął w koński ogon. Przed otwarciem drzwi wiedział już kto do niego przyszedł. Tylko Wojtek Madziak potrafił dzwonić w taki sposób.

- Cześć Tommy, mów co ma znaczyć ten sms - przyjaciel od razu zaczął prosto z mostu, tak jak to mia w zwyczaju.

- Chodź to Ci powiem - chłopak odsunął się od drzwi, by wpuścić kolegę. Ten bez słowa wszedł i obaj skierowali się do pokoju młodego Konicera. Gdy znaleźli się w pomieszczeniu zdominowanym przez ciepłe brązy i kontrastową, zimną biel. Madziak usiadł na łóżku przyjaciela, wyciągnął telefon i przeczytał na głos wiadomość:

- "Och życie, życie... Jakie ono jest złe i niesprawiedliwe. A jednak i nie warto kochać. Miałem rację...". Tomek, co to do cholery ma znaczyć?

- Pamiętasz jak opowiadałem ci, że zakochałem się w pewnej dziewczynie, ale ta wybrała innego, nawet nie zdając sobie sprawy z mojego istnienia? - spytał Konicer.

- Oczywiście, w końcu nawet nie chciałeś mi powiedzieć kim ona jest. Tajemniczy obiekt uczuć Tomasza Konicera - zażartował Wojtek. - Co ona ma z tym wspólnego?

- Ona jest chora... Ma białaczkę, a ja...

- Ty dasz sobie spokój tak?

- Nie... Po prostu nie potrafię dać sobie spokoju.



5



- Czemu zabrałaś mu jego ulubioną zabawkę?

- By wiedział, co to strata czegoś ważnego i w przyszłości lepiej ją znosił.



Trepak_Madzi125 Elo:)

KoTo0805 Elo, elo. Co tam stary?

Trepak_Madzi125 Leciiii. Mam coś specjalnie dla Ciebie

KoTo0805 Ty? Da mnie?

Koniec świata coraz bliżej -,-

Trepak_Madzi125 Ej, ej!

Tomku mój kochany, ja jako twój najlepszy przyjaciel zawsze jestem z Tobą.

KoTo0805 Ja nie twój, a na pewno nie twój kochany

Trepak_Madzi125 Ale przyjaciel tak.^^

KoTo0805 Nie wiem za jakie grzechy...;)

Trepak_Madzi125 Za żadne grzechy:)

Jestem twoim przyjacielem, bo zrobiłeś wiele dobrego.

KoTo0805 Hehehe

To co masz niby dla mnie?

Trepak_Madzi125 Username pewnego użytkownika Mów-mów, który specjalizuje się w pomaganiu ludziom.

KoTo0805 Psycholog przez MM?

No thx. Jestem normalny

Trepak_Madzi01205 Nie PSI-cholog, tylko dziewczyna, która pomaga tym, którzy są chorzy i wgl. Czytałem rozmowę o niej między dwoma dziewczynami.

KoTo0805 A po co mi niby ta dziewczyna i jej nick?

Trepak_Madzi125 No w końcu przybiła cię wiadomość o chorobie twojej tajemniczej ukochanej, a TwojeSloneczko mogłaby Ci pomóc

KoTo0805 Nie, dzięki.

Lecę.

Na razie



6



- Ej dziewczynko, co ty robisz?

- Szukam wiatru, by go mieć na własność.

- Ale nie można mieć wiatru.

- To czemu chcesz posiąść miłość?



Tomasz Konicer kolejny wieczór spędził wśród czterech ścian swojego pokoju. Nigdzie nie wychodził, imprezy, ogniska, wypady na basen go nie interesowały. Nie wiedział co robić, a ta osoba o której powiedział Wojtek, go intrygowała. Gdyby tak do niej napisać... Spytać się co ma robić, jak żyć. Choć... To byłoby zbyt wiele, by się uzewnętrznić. Nawet jego najlepszy przyjaciel nie wiedział wszystkiego o nim. W końcu podjął decyzję i napisał...



- Kurczę, Ewa nie wierzę. Tomek Konicer do Ciebie napisał? Do Słoneczka? - spytała Marlena, nie dowierzając. Swoje kręcone blond włosy owijała wokół palca i wpatrywała się w ekran laptopa przyjaciółki, gdzie widniał komunikat "KoTo0805 zaprosił Cię do znajomych. Chcesz rozpocząć rozmowę z KoTo0805?" Ewa kliknęła opcję "TAK" i zaczęła rozmowę odganiając blondynkę od komputera. Jedną z podstawowych zasad było to, że ta nie mogła czytać to o czym jej przyjaciółka rozmawiała jako Słoneczko.



I tak zaczęło się coś z pozoru zwykłego, a jednocześnie niesamowitego.



7

- Czemu to się stało?

- Co?

- No to zło?

- Byś mógł widzieć dobro.



KoTo0805 Cześć... Nie znamy się, ale wiele o Tobie słyszałem. Pomagasz ludziom znaleźć szczęście w swoim życiu, tak? Bo ja chyba potrzebuję Twojej pomocy...

Pozdrawiam, Tomek.

TwojeSloneczko Cześć;) Tak, tak pomagam.

W czym mogę Tobie pomóc?

KoTo0805 To delikatna sprawa.

TwojeSloneczko Na pewno jej zaradzimy:) Nigdy nie jest tak źle, że nie może być lepiej.

KoTo0805 Ale to jest bardzo złe.

TwojeSloneczko Mów o co chodzi.

KoTo0805 Dziewczyna, która mi się podoba jest poważnie chora.

TwojeSloneczko Skąd o tym wiesz? Wiesz, istnieje wiele plotek.

KoTo0805 Widziałem jej kartę... Przez przypadek. No i akurat musiało trafić na fragment, gdzie wpisana jest diagnoza.

TwojeSloneczko Ale wiesz, prawie z każdej choroby można wyjść.

KoTo0805 Ale jej jest naprawdę poważna.... Ma białaczkę

TwojeSloneczko To nie wyrok śmierci

KoTo0805 No nie, ale może umrzeć.

TwojeSloneczko Bez przesady. Nie ona pierwsza i nie ostatnia jest chora. Idź do niej, pogadaj z nią i będzie dobrze.

Działaj!

KoTo0805 I tu jest jeden problem...

TwojeSloneczko Jaki?

KoTo0805 Ona kompletnie nie wie o moim istnieniu...

TwojeSloneczko Jak to?

KoTo0805 No po prostu.

TwojeSloneczko Wyjaśnisz mi to?

Bym mogła wiedzieć, jak Ci pomóc.

KoTo0805 Po prostu... Ja i ta dziewczyna chodzimy razem do szkoły, do dwóch różnych klas i tak naprawdę rzadko mamy kontakt ze sobą. Ale odkąd pierwszy raz ją zobaczyłem... No po prostu zakochałem się. Nie jest z mojego rocznika, więc nawet nie mogłem zagadać na temat czy pisała już jakiś sprawdzian przede mną. -.-

TwojeSloneczko No, ale chyba istnieją inne sposoby by poderwać dziewczynę.

KoTo0805 Istnieją, istnieją. Tylko inny pierwszy je na niej wykorzystał i udało mu się.

TwojeSloneczko A ty nadal w niej zabujany...

KoTo0805 No mniej więcej tak to się przedstawia.

TwojeSloneczko No cóż... Mogę Ci coś powiedzieć, ale nie gwarantuję, że to coś Ci pomoże.

Może być lepiej, ale nie musi

KoTo0805 No mów.

TwojeSloneczko Po pierwsze: przestań się przejmować. Los jest kapryśny. Jeżeli macie być razem to będziecie, jeśli nie, to nie. Pech i tyle.

Po drugie: idź na imprezę, zabaw się z przyjaciółmi, będzie dobrze.

KoTo0805 Ja zawsze się przejmuję

TwojeSloneczko To przestań

KoTo0805 I na imprezę nie pójdę. Mam swojego kumpla i on mi wystarczy za towarzystwo

TwojeSloneczko A nie chciałbyś towarzystwa tej twojej dziewczyny?

KoTo0805 No wolałbym, a co to ma do tego?

TwojeSloneczko To, że może Ci nagle ta "miłość" do niej przejdzie, gdy poznasz inną dziewczynę.

KoTo0805 Wątpię.

TwojeSloneczko A ja wierzę.

KoTo0805 Miłość nie jest czymś takim... zmiennym

TwojeSloneczko A czy Ty ją naprawdę kochasz? Prawdziwa miłość jest odwzajemniona.

KoTo0805 To tylko takie gadanie wyniesione z romansów dla nastolatek.

I potem dziewczyny mają spaczony pogląd na chłopaków

TwojeSloneczko Nie. To gadanie, jak je nazwałeś wyniosłam z własnego życia...

KoTo0805 ?

TwojeSloneczko Mój "ukochany" zerwał ze mną, gdy dowiedział się, że jestem chora.

KoTo0805 Naprawdę? Co za świnia...

TwojeSloneczko No widzisz... Białaczka u twojej sympatii nie przeszkadza Ci, a jemu ta sama choroba przeszkadzała u dziewczyny, którą "kochał"

KoTo0805 Masz białaczkę?





8

- Przyłóż ucho blisko ziemi i nasłuchuj.

- Czego?

- Kroków skradającej się miłości.



Tomek był skołowany. TwojeSloneczko nie odpisało a jego pytanie. Jakby się obraziła. Miała do tego prawo. Przecież zachował się... Mało delikatnie. Nawet on to widział. Słowa dziewczyny wyryły mu się w głowie. Postanowił zrobić coś, co poradziła mu ta dziewczyna. Odpowie twierdząco na kolejne zaproszenie od znajomych. Choć odrzucił ich tyle, że wątpi, czy ktoś jeszcze spróbuje wyciągnąć go z jego samotni.



Ewa siedziała nad laptopem i intensywnie uderzała w klawisze. Słowa Konicera odbijały się w jej głowie. Bała się, że on domyśli się kim ona jest. No i w końcu... Opis tej dziewczyny, o której mówił, pasował do niej. Nawet jej związek z Maćkiem był w niego wpisany. Ale... To nie może być prawdziwe. Przecież Tomasz Konicer był dla niej nieosiągalny. Nawet nie zwracała szczególnie uwagi na niego, bo wiedziała, że to nie ta liga. Tomek był KIMŚ. Mądry, wysportowany syn lekarzy, z mnóstwem znajomych, ale zwykle można było go widzieć tylko z jego przyjacielem, Wojtkiem Madziakiem. Jak dyskutowali, śmiali się, wygłupiali się. Ewentualnie można było spotkać Konicera samego, gdy jego kumpel właśnie był umówiony ze swoją dziewczyną. Powinna spytać się jego o imię tej dziewczyny. Tak będzie najlepiej. Nie będzie miała głupich myśli. Telefon zawibrował, a na jego ekranie pojawił się komunikat: "Nowa wiadomość od: Marlena", Ewa otworzyła wiadomość i uśmiechnęła się.

"Idziemy dzisiaj na ognisko do Darka. Nie mów nie, bo i tak Cię porwę. ]:->;**"

Dziewczyna szybko napisała odpowiedź w nacisnęła "wyślij". Zgodziła się na propozycję przyjaciółki. W końcu trzeba było wyrzucić Tomasza z jej głowy, a sam mówił, że nie wychodzi z domu.



A w tym czasie, dwa kilometry dalej w domu Konicerów, młody długowłosy chłopak rozmawiał przez telefon.

- Oczywiście, że będę. Daj mi pół godzinki i będę u Ciebie. No to do zobo Daro.



9

- Zrozum, miłość to nie wszystko.

- Dlaczego? Co niby jest jeszcze na tym świecie?

- Przyjaźń.

- A czy przyjaźń nie jest miłością? Braterską miłością do drugiej osoby?



Wojtek Madziak śmiał się donośnie piekąc kiełbaski nad ogniskiem. W końcu jego przyjaciel wyrwał się z domu i nawet dobrze się bawił. Tomek rozmawiał właśnie z Maćkiem, a jego twarz wyrażała zdziwienie. No tak, pomyślał, zapewne usłyszał o nowej dziewczynie Macieja. Barski był jednym z kolegów Wojtka i Tomka, którzy przychodzili do nich kiedy czego od nich chcieli, lub przez wzgląd na ich rodziców. Ale przynajmniej jego, była już, dziewczyna jakoś go okiełznała. Ewka Tarska była naprawdę fajną osobą i od zawsze Madziak lubił w niej jej podejście do życia. Takie pełne radości i uśmiechu. Szkoda, że rzucił ją, by robić maślane oczy do Julity. Szkoda tylko, że ta zagięła parol na Igora Magdy... Ech, to życie jest jak telenowela i to w dodatku brazylijska.

- Co tam brachu powiesz? - spytał Tomek, klepiąc Wojtka po plecach. Madziak nie zauważył nawet jak brunet przestał rozmawiać z Maćkiem i podszedł do niego. Oczy Konicera błyszczały wesoło, a uśmiech na twarzy pokazywał, że coś dobrego musiał się stać.

- No mogę jedynie zapytać ciebie, co cię tak rozweseliło - odparł chłopak, spoglądając na kiełbaskę. Była ona już gotowa, więc sprawnie ściągnął ją znad ogniska i zsunął z kija na papierowy talerzyk. - To co, odpowiesz? - zapytał milczącego Tomka, gdy wkładał mięso między dwa kawałki chleba i polewał je ketchupem.

- Życie jest po prostu piękne - odpowiedział Tommy z wielkim uśmiechem, a Wojtek spojrzał na niego znad swojego "hot-doga" ze zdziwieniem. Wypowiedź przyjaciela tak go zaszokowała, że nawet nie zauważył, jak sos kapie mu na jeansy.

- Czy Tomasz Konicer właśnie powiedział, że życie jest piękne? Boże... Chyba cię porwali kosmici...

- Ha ha ha. Bardzo śmieszne. Nie martw się, jutro znowu będę takim samym smutnym człowiekiem - odpowiedział Tomek, wstając. - A teraz przepraszam, ale muszę pogadać z Marcinem - Wojtek nie mógł się otrząsnąć z tego co zobaczył i usłyszał... Jego przyjaciel nie był taki radosny odkąd powiedział mu, że miłość to zło i nigdy nie chce się ponownie zakochać, bo ta jedna jedyna złamała mu serce. A raczej jak to określił Konicer, zmieliła, a powstały pył rozrzuciła na wiatr.

- Wooojteeek! - Madziak odwrócił się, a jego oczom ukazały się dwie dziewczyny, Ewa i jej przyjaciółka Marlena. Blondynka ciągnęła swoją przyjaciółkę za rękę, ale Tarska opierała jej się. Wesoły śmiech obu dziewczyn sprawiał, że wszyscy się za nimi oglądali.



Nikt nie zauważył jednak, jak pewien długowłosy brunet niepostrzeżenie zniknął zza drzewami.



10



- Czy można kochać, aby potem nienawidzić.

- A można przestać lubić swoją ulubioną potrawę?

- No jeśli była ulubiona to raczej nie.

- A jeśli to była prawdziwa miłość, to nie zmieni się w nienawiść.



KoTo0805 Przepraszam. Nie miałem prawa się pytać Ciebie o taki prywatne rzeczy. To Twoje życie, nie moje, a ja nie mam prawa się w nie wtrącać.

Przepraszam.

Twoje_Sloneczko To raczej ja powinnam przeprosić, że tak nagle przestałam się odzywać. Po prostu... Trafiłeś w mój czuły punkt.

KoTo0805 Jaki punkt?

Twoje_Sloneczko To, że zazdroszczę tej dziewczynie, że mimo choroby została pokochana.

KoTo0805 Nie ma sensu zazdrościć miłości.

Twoje_Sloneczko Czemu?

KoTo0805 Bo ona tylko niszczy. A ludzie, jak głupcy tylko proszą o więcej.

Twoje_Sloneczko ...

KoTo0805 Co?

Twoje_Sloneczko Nic, nic. po prostu aż szkoda słów by skomentować Twoje nastawienie do miłości.

KoTo0805 Przynajmniej nie jestem zraniony.

Twoje_Sloneczko Taa...

Widzę.

KoTo0805 No co? Nikt mi nie powiedział, no thanks nie kocham cię.

Twoje_Sloneczko Kto nie ryzykuje ten nie zyskuje, wiesz?

A ty z tą asekurancką postawą...

Po prostu zabierasz sobie szanse na szczęście.

KoTo0805 Moje życie.

Twoje_Sloneczko Już nie zazdroszczę tej dziewczynie.

Ty nawet nie dałeś jej szansy.

KoTo0805 Ona i tak mnie nie chce

Twoje_Sloneczko Czemu tak myślisz?

KoTo0805 Bo ona jest... wspaniała.

Piękna.

Wesoła.

Roześmiana.

Kocham jej uśmiech

Wydaje się skryta, ale po dłuższej obserwacji jest... Jak promień słońca.

Nie potrafię się nie zaśmiać jak słyszę jej zwariowane pomysły.

Jak chciała swojemu chłopakowi przefarbować włosy

Albo namawiała mojego kumpla na występ w jej sukience na dzień kobiet

Twoje_Sloneczko To czemu nic z tym nie robisz?

Z tym, że ją kochasz?

KoTo0805 Bo to była mojego kolegi, a on i ja to jak woda i ogień.

On ogląda piłkę nożną, ja siatkówkę.

On - impreza, ja - miły wieczór tylko we dwójkę, ewentualnie sam z książką

On stara się być popularny, ja staram się ukryć, ale się nie udaje

Zrozum, skoro ona go pokochała, to nie pokocha mnie.

To jest niemożliwe.

Twoje_Sloneczko Hahahahahah

KoTo0805 Z czego się śmiejesz?

Twoje_Sloneczko Z tego, że myślisz, że ta dziewczyna będzie miała jakieś słowo, przy zakochaniu. To wcale tak nie jest.

KoTo0805 Ale trzeba jakoś potrafić się dogadać z drugą połówką, oni potrafili bo byli razem przez długi czas.

Twoje_Sloneczko Wiele razy rozmowa, a brak konfliktów, a co za tym idzie, bycie ze sobą to dwie różne sprawy.

KoTo0805 Taa...

Twoje_Sloneczko No co?

Mówię jak jest.

Jak to było w moim życiu.

KoTo0805 No ok... A może tak...

Opowiesz mi coś o sobie, bo tak naprawdę nic o Tobie nie wiem.

Oprócz tego, że jesteś chora i chłopak z tego powodu cię rzucił...

Twoje_Sloneczko A co chciałbyś wiedzieć?

KoTo0805 Hmm... Może imię na początek?

Twoje_Sloneczko Jakbym ci je zdradziła, to bym musiała cię zabić

KoTo0805 No bez przesady:))

Twoje_Sloneczko Nie przesadzam^^ Naprawdę, nie zdradzam swojego imienia, nie na tym koncie. Ale możesz mi mówić Słoneczko.

KoTo0805 No dobrze, Słoneczko. ;)

Mogę zadać jeszcze jakieś pytanie?

Twoje_Sloneczko No proszę bardzo.

KoTo0805 Ile masz lat?? Bo nie wiem teraz czy nie piszę z 60 - letnią kobietą, która śmieje się z moich problemów.

Twoje_Sloneczko No nie mam 60... tylko 71

KoTo0805 Że co????????

Twoje_Sloneczko Żartowałam;) 17 lat mam, a Ty Tomku?

KoTo0805 18^^ tzn będę miał 8 maja.

Twoje_Sloneczko Czyli jeszcze kilka dni

Robisz imprezę?

KoTo0805 No ogólnie dla rodziny, a dla znajomych... Jeszcze nie wiem.

Twoje_Sloneczko No, ale to trzeba chyba wcześniej zaplanować, co nie?

KoTo0805 Trzeba, trzeba, ale jak chce się, by było więcej osób, a ja chyba tylko wezmę Wojtka i pójdziemy na miasto. Wspólnie opijemy swoje osiemnastki, bo on ma tylko 4 dni później.

Twoje_Sloneczko Wojtek?

KoTo0805 Mój najlepszy przyjaciel.

Twoje_Sloneczko A spoko...:)

KoTo0805 No to może kolejne pytanie. Ulubiona potrawa?



11



- Czy miłość można zabić?

- A jak myślisz?

- Właśnie nic nie myślę. Z jednej strony miłość przychodzi i odchodzi, z drugiej trwa zawsze. Ciebie się pytam Ty jesteś mądrzejszy.

- Jest tylko jedna rzecz, która zabije miłość. Kłamstwo.



Miesiąc później...



Twoje_Sloneczko No właśnie wcinam pyszne naleśniki

KoTo0805 A jakie dokładnie?

Twoje_Sloneczko Z czekoladą xD

KoTo0805 No tak... Mogłem się domyślić:))

W końcu jesteś kobietą;p

Twoje_Sloneczko Ej, masz coś do nas, pięknych?

KoTo0805 Broń Boże.

Tylko dziwiłem się swojej głupocie;]

Twoje_Sloneczko No bo faceci są ogólnie głupsi od kobiet

KoTo0805 Ha ha ha

Twoje_Sloneczko No mówię prawdę przecież

KoTo0805 Taa...

A jest jeden facet, który wg Cb nie jest głupi

Twoje_Sloneczko No ba^^

KoTo0805 Kto?

Być może to ja;p

Twoje_Sloneczko Zmartwię Cię.

Zapewne i tak go nie kojarzysz -.-

Ale powiem Ci

Chodzi mi o Sebastiana Świderskiego

KoTo0805 Dziewczyno, czy ty mnie słuchasz?

Twoje_Sloneczko Nie, czytam cię;p

KoTo0805 Oj tam. oj tam. Mówiłem, że interesuję się siatkówką i miałbym nie znać Seby Świderskiego?

Twoje_Sloneczko No niektórzy nie znają, a ja uwielbiam go od zawsze.

KoTo0805 Świetny siatkarz.

Tylko nie do końca doceniony.

Twoje_Sloneczko Grał, gdy nastolatki nie miały bzika na punkcie siatkówki

KoTo0805 Taa... Czasami to jest śmieszne jak niektóre dziewczyny się zachowują. Usłyszą Kurek czy Bartman i w pisk, a powiesz Wagner, to spytają kto to jest.

Twoje_Sloneczko A kto to jest?

KoTo0805 Boże... Prosze nie...

Przez ten miesiąc myślałem, że jesteś normalna.

Twoje_Sloneczko Żartuję tylko;p

Idiotką nie jestem, wiem kim był Hubert Wagner

KoTo0805 Uff... Kamień spadł mi z serca.

Twoje_Sloneczko Wiesz co?

KoTo0805 Co wiem?

Twoje_Sloneczko Fajnie mi się z Tobą gada:))

KoTo0805 Mi z Tobą też. Co jest dziwne, bo mam tak z małą liczbą osób.

Twoje_Sloneczko Ale muszę Ci jeszcze jedno powiedzieć.

KoTo0805 Słucham, Słoneczko ;)

Twoje_Sloneczko Tomek... My się znamy.

KoTo0805 No tak, poznaliśmy się na MM, już łohohoho... Aż MIESIĄC temu

Twoje_Sloneczko Nie o to chodzi.

Chodzi mi o real

KoTo0805 Ale, że jak?

Twoje_Sloneczko Nazywasz się Tomasz Konicer, masz 18 lat, długie brązowe włosy, grasz w siatkówkę, tak jak Twój najlepszy przyjaciel, Wojtek Madziak. Nie lubisz zbyt wielu ludzi wokół siebie. I nikt naprawdę nie wie jaki jesteś.

KoTo0805 Ale... Kim ty jesteś?

Twoje_Sloneczko Jestem Słoneczkiem

KoTo0805 Czyli? Bez przesady. Wojtek to ty? To kawał?

Twoje_Sloneczko Nie, to nie Wojtek...

KoTo0805 A kto?!!!!!!

Twoje_Sloneczko Ewa

KoTo0805 Co????????

Twoje_Sloneczko Ewa Tarska...

KoTo0805 Nie.. To zbyt wielki przypadek.

To nie jest prawda

Twoje_Sloneczko Jest...

KoTo0805 Spoooooko...

Twoje_Sloneczko Jesteś zły?

KoTo0805 Nie wiem.

Daj mi pomyśleć.

Twoje_Sloneczko No ok...

KoTo0805 Na razie

Twoje_Sloneczko PA...



12



- Nie odchodź...

- Muszę, przepraszam, ale muszę.

- Nie! Ty nie musisz. Ty CHCESZ!!!

- A czy to nie to samo w miłości?





Jakim był idiotą. Przecież ona na pewno miała ubaw z tego, jak o niej opowiadał, jak zakochany szczeniak. Ciemność zaczęła panować nad jego pokojem. Jedynym źródłem światła był laptop, stojący na biurku, o które opierał się plecami. Brązowe włosy chłopaka zasłaniały jego pochyloną twarz. Czuł, że jego życie się wali. Przecież równie dobrze mogła od razu mu powiedzieć kim jest. Byłby taki sam efekt. Dźwięk przychodzącego sms-a rozdarł ciszę panującą w pokoju. Tomek wstał, odgarnął włosy i podszedł do parapetu, na którym leżał jego telefon. Spojrzał na wyświetlacz i się roześmiał.

- "Ewka o ciebie pyta"... Taaa... Powiedz Wojtku jej o wszystkim. No dawaj - Konicer mówił do samego siebie. - Niech się śmieje, że taki idiota jak ja się w niej zakochał. Ale przynajmniej będę miał satysfakcję, że mam rację. Kurwa. Pierdolona satysfakcja która nic mi nie da - Tomek cisnął telefonem o podłogę, a ten rozpadł się na małe kawałki. Wściekły chłopak usiadł na fotelu przed swoim szkolnym biurkiem i włączył komunikator. Kliknął kontakt TwojeSloneczko i napisał jedną, krótką wiadomość.



KoTo0805 Dziękuję, że nie wyśmiałaś mnie... Ale nie wiem, czy naprawdę Cię kocham, czy to tylko była pogoń za tym czego nie mam... Przepraszam.



13

- Nie pozwolę Ci tego zrobić!

- Nie chroń mnie. Nie teraz.

- Muszę Cię chronić, kocham Cię!

- Jak kochasz, to pozwól mi popełniać błędy.



- No Ewaaaaa...- Marlena przeciągnęła samogłoskę w imieniu swojej przyjaciółki. - Jak to nie masz ochoty iść na tę imprezę? Wszyscy, rozumiesz, wszyscy tam będą - Tarska była znudzona tym co mówiła jej przyjaciółka. Wolałaby zamknąć się w 15 metrach kwadratowych swojego pokoju i czekaniu, aż pewna osoba odezwie się do niej na MM. Co godzinę wchodziła na komunikator i sprawdzała czy nie ma nowej wiadomości... Tak szczerze, to ostatni raz zrobiła to 20 minut wcześniej. Można spróbować kolejny raz. Szybko wystukała login i hasło, zalogowała się. Od razu w oczy rzucił jej się komunikat "KoTo0805 napisał", pełna emocji otworzyła wiadomość, a to co zobaczyła zamurowało ją. Wiedziała... Wiedziała, że za szybko się w nim zakochała. Była białym króliczkiem, dziewczyną, którą można kochać z dala, a jak się ją pozna, to miłość ucieka jak powietrze z przebitego balonu.

- Ewka, jesteś ze mną? - została zapytana po raz kolejny przez Marlenę. Ewa spojrzała na nią z niemrawym uśmiechem i powiedziała:

- Znowu wszystko się sypie... - nagle Tarska osunęła się z krzesła na podłogę. Marlena z krzykiem wstała i zaczęła wołać rodziców swojej przyjaciółki. Brązowe włosy Ewy odcinały się od białej wykładziny w pokoju. Ciało dziewczyny leżało bezwładne na podłodze.



14



- Kochanie... Kochanie... Jesteś? Nie mów, że odeszłaś...



Ostry bas dudnił w całym klubie. W tym samym rytmie pulsowały światła, a ludzie poruszali swoje ciała. Tomasz Konicer w pełni korzystał z możliwości plastikowej tabliczki i pił na umór. Po prostu nie wiedział już co zrobić, a ucieczka w alkohol wydała mu się najlepszym sposobem. Telefon ponownie zawibrował w jego kieszeni. Wiedział doskonale kto dzwoni, Wojtek próbował się z nim skontaktować już kilka razy od jakiś trzech godzin. Ale najpierw brunet biegał, a od jakiś piętnastu minut siedział i pił piwo. Drugie już. Nie obchodziło go to, w jakim stanie wróci do domu, ważne, by zapomnieć.
Kolejna wibracja zdenerwowała chłopaka. Miał zamiar wyłączyć telefon, by nikt mu nie przeszkadzał, ale tym razem połączyć chciał się z nim jego ojciec. Chcąc, nie chcąc, poszedł do toalety i oddzwonił do swojego taty.

- Halo? - odezwał się w słuchawce męski głos Jana Konicera,.

- Hej tato, tu Tomek - powiedział chłopak i oparł się o czerwoną ścianę w męskiej toalecie.

- W końcu. Gdzie jesteś? - usłyszał jak głos jego ojca się uspokaja. Jak zwykle przesadnie martwili się o swojego jedynego syna.

- W klubie. Coś chciałeś? - wiedział doskonale, że nie może kłamać. Jego rodzice i tak dowiedzieliby się, że pił. Zbyt dobrze go znają.

- Ty się bawisz, gdy twoja koleżanka leży w szpitalu? No nie gadaj, że jesteś takim idiotą - dało się słyszeć irytację w głosie starszego Konicera.

- Kto jest w szpitalu? - piwo, które wypił momentalnie z niego wyparowało. Adrenalina skoczyła, a jego serce zaczęło bić mocniej.

- No Ewka Tarska, wszyscy twoi znajomi tutaj są, od Wojtka zaczynając na Maćku kończąc.

- Ewa...

- Tak ona. Jeżeli jesteś trzeźwy to może przyjedź. Przydasz się jako wolontariusz, bo naprawdę dzisiaj jest sajgon na oddziale - głos Jana stał się rzeczowy, jak zwykle, gdy mówił o szpitalu.

- No ok. I tak prawie nic nie zdążyłem wypić... Tato?

- Tak, Tomek.

- W jakim stanie jest Ewa? - zadał pytanie, które go męczyło odkąd usłyszał, że Słoneczko jest w szpitalu.

- Wiesz co? Lepiej jak ci powiem, gdy przyjedziesz - powiedział ojciec. Tomasz pożegnał się z nim i rozłączył się. Osunął się po ścianie i schował twarz w dłoniach... Musiało być z nią źle, skoro nie chce zdradzić mu jej stanu przez telefon...

Chłopak nagle wstał i szybko skierował się ku wyjściu z klubu. Wsiadł na swój motor i odjechał w kierunku szpitala, w którym pracują jego rodzice.



15



- Znajdę Cię i wtedy wszystko będzie dobrze. Obiecuję Ci to... Moje Słoneczko.



- Przyjechał? - spytał Wojtek, gdy podszedł do Marleny stojącej przy oknie.

- Przyjechał i wbiegł do szpitala - odpowiedziała mu blondynka. - Trochę mu zajmie dostanie się na piąte piętro.

- Taa... Módlmy się, by wszystko było dobrze, bo ta dwójka zamorduje nas za nasz spisek. Szczególnie, że zamieszaliśmy w to ojca Tomka - powiedział chłopak opierając się o parapet. Z pobliskiej windy wybiegł Tomek z rozwianymi włosami. Spojrzał na dwójkę stojącą przy oknie i zapytał.

- Gdzie Ewa... I w ogóle wszyscy?

- Wszyscy się ulotnili, jakbyś nie zauważył, późno jest. A Ewa leży w sali numer 34 - gdy tylko Marlena skończyła to mówić, to Konicera już nie było.

- Dobra, ja się zmywam, nie chcę być przy tym, jak Tommy'ego opanuje pierwsza fala złości - powiedział i pocałował przyjaciółkę Ewki w policzek. - To na razie. A i pamiętaj, by mi wysłać ten numer twojej kuzynki, tej takiej o której mi ostatnio mówiłaś.

- No będę pamiętać. Nie martw się o to. Pa - powiedziała dziewczyna i uśmiechnęła się szeroko. Jeszcze obserwowała, jak chłopak wchodzi do windy, a potem postanowiła sprawdzić, co tam słychać u gołąbków.



- Po co tutaj przyszedłeś? - to było pierwsze zdanie, które Tomek usłyszał po wejściu do sali Ewy. Żadne "Miło, że jesteś" czy coś w tym rodzaju, ale pełne pretensji zapytanie.

- Bo się martwiłem... Ale jak widać, jesteś zadowolona z życia, nie będę ci go psuł moją osobą - powiedział zniecierpliwiony i odwrócił się do drzwi.

- Proszę... Zostań - usłyszał za swoimi plecami głos Ewy. Odwrócił się ponownie do dziewczyny i spojrzał się na nią pytająco. - Przepraszam. Nie jestem najmilsza dzisiaj.

- No nie dziwię się. Ale naprawdę chciałbym wiedzieć tylko czy wszystko z tobą w porządku i już sobie idę. W ogóle... Czemu trafiłaś do szpitala? - Tomek wciąż stał w tym samym miejscu i patrzył uważnie na Ewę. Boże, pomyślał, jaka ona piękna, nawet mimo tej chorobliwej bladości, która sprawiała tylko, że jej włosy wydawały się ciemniejsze, a oczy większe.

- Hmm... Pomyślmy... Zasłabłam - zaczęła mocniejszym, lekko ironicznym głosem. - Bo wiesz, jest taki jeden chłopak. Fajny chłopak - Tomek był gotów w każdej chwili się odwrócić i wyjść. Zbyt go bolało to, że Ewa mogła się zakochać w kimś innym. - Uwielbiam go. Był we mnie zakochany, a przynajmniej tak powiedział dziewczynie zwanej Twoje Słoneczko. Ale jak mu powiedziałam, że jestem nią ja to od razu się odkochał, wiesz? - Konicer już był pewien, że mowa jest o nim.

- A co ma to związanego z tym, że zasłabłaś? - spytał podchodząc bliżej łóżka.

- A to, że zakochałam się w nim, a ten złamał mi serce.

- Chuj - powiedział to, będąc w pełni świadomym, że chodzi o niego. Usiadł na brzegu jej posłania i pochylił się lekko do niej.

- Zgadzam się, choć jest uroczy - powiedziała, wpatrując się w jego intensywnie niebieskie oczy. Jej brązowe tęczówki były obiektem zachwytu w głowie Tomka. Raz kozie śmierć, pomyślał chłopak, w końcu i tak powiedziała, że mnie kocha...

- Ewcia... Bo ja naprawdę cię kocham, nie przestałem - powiedział szykując się na najgorsza odpowiedź.

- Ja też nie kłamałam, mówiąc, że cię kocham - ich twarze były coraz bliżej siebie...

- Witaj młodzieży! - Tomek i Ewa odskoczyli od siebie, a Jan Konicer śmiał się, stojąc w drzwiach.



Epilog



- Tomek, Tomek, Tomek, nie uwierzysz!

- O co chodzi, słoneczko?

- Dostałam wyniki... Jestem zdrowa!


***
"Słoneczko" jako pierwsze zostawiam Wam do ocenienia. Za wszelkie komentarze dziękuję i zapraszam do przeczytania moich kolejnych opowiadań.